dni, "a w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz", jeśli czujemy jakiś marazm, to nawet płomień z drugiej strony nie pomoże, gdy sami go w sobie nie mamy. Pozdrawiam serdecznie. Grażyna, dodam, że dobrego nigdy nie za wiele czytać:) W tym tkwi ambaras, żeby dwoje chciało na raz? - Niestety zapłaciłem słoną cenę za kiepskie rezultaty. Jak w tym teleturnieju, jesteś najsłabszym ogniwem, musisz odejść. Wiele zabawnych sformułowań, których pełno w Słówkach, weszło na stałe do naszego języka potocznego, choć czasem sami nie wiemy skąd wzięło się stwierdzenie typu: w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz.. Wydanie, oparte na edycji z roku 1931, ukazuje się bez ingerencji redakcji - zachowano oryginalną Nietykalny Credit Suisse - nie dowiemy się nigdy kto z polityków chronił bank od lat 60. Dziś kiedy gówno jest już wentylatorze (cytat) można mówić o wszystkim… Kaczyński w rozmowie w Radiu Wrocław podkreślił, że miał „kilka pomysłów” dla Kurskiego. - Ale w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. Dotychczasowe propozycje "Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". Poniższe sposoby na pewno będą skutkować tym, że wasze uczucie po raz kolejny zapłonie nowym ogniem, ale stanie się tak tylko wtedy, jeśli oboje będziecie tego naprawdę chcieli i będziecie gotowi dalej pracować nad waszym związkiem. Wykorzystałem na dzisiaj limit plusów, ale Dr. Albonista to najlepszy lekarz xD Da się to ustawić do "grania na czekanie"? 🙂 @Maszracius_Iustus To jest cały w tym ambaras żeby dwoje chciało na raz. Chyba 90% sukcesu do zagadanie samemu. Tak z innej beczki. Zdarzyło się wam kiedykolwiek żeby to kobieta sama wyszła z inicjatywą? Poza tym uwspółcześniłem słynne powiedzenie Boya-Żeleńskiego „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”, i spolszczyłem angielski idiom It takes two to tango”. W ten sposób powstało „Bo do tanga trzeba dwojga”. Dziś co drugi polski polityk posługuje się tym zwrotem (śmiech). Po drugie, to zawsze kwestia „żeby dwoje chciało na raz”. W czasach boomu na rynku detalicznym deweloperzy nie byli chętni, by decydować się na sprzedaż hurtową z upustem. Teraz to fundusze nie palą się do kupowania ze względu na sytuację makro i geopolityczną – i też liczą na ewentualne okazje, gdyby deweloperzy zaczęli Nie bój się, że coś już było – bo mam niekiedy wrażenie, że było już wszystko. Na przykład znacząca część literatury jest o tym, że w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Motyw ograny, zużyty, wyświechtany – a ciągle działa. Spróbuj, może masz pomysł jak opowiedzieć historię po swojemu? Powiedzmy, że… hwOx7. Szef PiS podczas spotkania w Płocku został zapytany o kwestie współpracy z Ukrainą po zakończeniu wojny i odparciu przez nią rosyjskiej agresji. - Najpierw trzeba tę wojnę wygrać, tam nie jest w tej chwili łatwa sytuacja na froncie. To po pierwsze. A po drugie, to jest z jednej strony duża perspektywa, a z drugiej - co tu dużo mówić, chcę traktować państwa poważnie - pewien znak zapytania - odpowiedział Kaczyński zwracając się do zgromadzonych. Przyznał, że co do wzajemnych stosunków "historię mieliśmy trudną". - Musimy dzisiaj popierać Ukrainę, bo to jest po prostu tak, że oni bronią Polski. Oni walczą za Polaków także w tej chwili. Taka jest prawda. Kto temu przeczy, ten po prostu jest niemądry - podkreślił prezes PiS. - Ale, w którą stronę oni się zwrócą po tym wszystkim, bo ciągle wierzę, że wygrają, że się obronią, to nie wiem. My mamy wyciągniętą rękę, ale na ile ta ręka zostanie przyjęta? Wierzę, że w jakiejś mierze przynajmniej będzie przyjęta, razem będziemy silniejsi - mówił Kaczyński. Jeśliby - dodał - "ta ręka z ich strony rzeczywiście była wyciągnięta tak na poważnie, to terenów współpracy jest bardzo dużo - począwszy od tego, że tam jest wiele surowców, a skończywszy na tym, że oni w różnych dziedzinach, co może dziwić, są bardziej rozwinięci niż my, choćby w przemyśle zbrojeniowym". - To jest tak, że w pewnych dziedzinach bardzo dobrze byśmy wyszli na współpracy, sądzę, że z obu stron, i to mogłoby być naprawdę dla nas ogromnie korzystne - ocenił Kaczyński. - Zawsze jest ten ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Ale czy będzie, tego nie wiem, zobaczymy. Tak czy owak musimy popierać, musimy walczyć o to, żeby Ukraina wygrała i w ten sposób nas też osłoniła - powiedział prezes PiS. Źródło: PAP "Małżeństwo do poprawki" Michaela Englera w reż. Andrzeja Nejmana w Teatrze Kwadrat w Warszawie. Pisze Kama Pawlicka w Teatrze dla Wszystkich. fot. mat. teatru „Małżeństwo do poprawki” to romantyczna komedia Michaela Englera o miłosnych perypetiach pary z długoletnim stażem małżeńskim. On jest pisarzem kryminałów, które choć świetnie się sprzedają, nie zaspokajają wyższych ambicji autora. Thomas bowiem marzył o karierze poczytnego pisarza, wydającego książki z wyższej półki. Skończyło się jednak na masowej „produkcji” powieści z dreszczykiem, które zarobiły dla autora na tyle dużo, że stać go było na zakup luksusowego domu z polem golfowym i uzbieranie pokaźnej sumy na koncie. Vera, jego żona, zrezygnowała z pracy zawodowej, by skupić się na karierze męża. Niestety z dawnego uczucia, jakie łączyło parę, niewiele pozostało. Płomienne uczucie, jakim darzyli się na początku związku, dawno wygasło. Thomas i Vera nie potrafią już normalnie ze sobą rozmawiać, wciąż się kłócą, nie umieją znaleźć złotego środka, by się topi nudę, melancholię i kryzys wieku średniego w alkoholu, zmienia także dość często asystentki. Vera nie chce tak dłużej żyć, zatrudnia więc bezwzględną prawniczkę, przy pomocy której chce pozbawić męża majątku. Mąż z kolei wynajmuje przyjaciela-prawnika, by nie zostać bez kulminacyjnym jest nieszczęśliwy wypadek pana domu. Thomas zapada w śpiączkę, traci częściowo pamięć… i staje się zupełnie innym człowiekiem. Czułym, zakochanym w żonie, mężczyzną z duszą romantyka, który pamięta najlepsze lata ich związku, kiedy to mieli po 20 lat i marzyli nie o luksusach i wielkich pieniądzach, ale o byciu we jak to w komediach bywa, sztuka kończy się happy endem, którego Państwu nie zdradzę. Mogę tylko uchylić rąbka tajemnicy, że nawet nieprzyjemna, ostra jak brzytwa prawniczka pod wpływem ciasteczek z niespodzianką, a potem miłości, będzie nie do poznania.„Małżeństwo do poprawki” jest świetnym wyborem na miłe spędzenie wieczoru. To dobrze napisana sztuka, do tego wyreżyserowana z wdziękiem i lekkością. Bez dłużyzn i niepotrzebnych wątków. Akcja toczy się wartko, nie ma czasu, by się przez chwilę atutem są aktorzy: Paweł Małaszyński jako Thomas, Agnieszka Sienkiewicz jako Vera, Andrzej Andrzejewski jako przyjaciel domu i jednocześnie prawnik pisarza oraz Ilona Chojnowska w roli prawniczki, zatrudnionej w celu oskubania męża z fortuny. Cała czwórka gra lekko, stroniąc od przeciągania struny w stronę chęci nadmiernego rozbawiania widowni. Przeciwnie, żarty słowne podbijane są żartami sytuacyjnymi, ale wszystko jest w dobrym tonie i w dobrym komediowym sosie. Skip to content …żeby dwoje chciało naraz… …żeby dwoje chciało naraz…2012-08-14T19:48:46+02:00 Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8) Anonim Witam wszystkich Forumowiczów. To mój pierwszy post i bardzo proszę o pomoc. Bliska mi osoba (nazwijmy ją X) właśnie przeżywa rozpad kolejnego związku. Problem polega na tym, że X jest DDA. Między innymi z tego powodu związek się rozleciał. Schemat jest zawsze podobny: wielka miłośc, potem pierwsze problemy, potem złość, zazdrość, osaczanie i partner mówi "dość". I teraz dochodzę do sedna : wtedy X zaczyna "szaleć" za utraconą miłością. Twierdzi, że jest w stanie zrobić wszystko, żeby partner wrócił. Idealizuje drugą stronę na wszystkie sposoby (słusznie czy nie), bierze na siebie całą winę i pyta wszystkich dookoła, co zrobić, żeby do siebie wrócili. Nie docierają żadne argumenty, że jeżeli druga strona nie chce już tego związku, to X nic na to nie poradzi, ona chce i już… Sytuacja taka ma miejsce przy każdym związku (no zbyt dużo ich do tej pory nie było), bez względu na to czy trwał on kilka lat (był taki jeden), czy kilka m-cy (jak ten ostatni) i niestety mam wrażenie, że jest coraz gorzej. X nie je, nie wychodzi z domu jeżeli nie musi, o niczym innym nie chce rozmawiać, nie toleruje słowa krytyki pod adresem byłego. Jedynym pozytywem jest, że w końcu zdecydowała się na terapię dla DDA, ale musi trochę poczekać na jej rozpoczęcie. Nie wiem tylko, czy terapia coś da, bo motywacją X jest jedynie myśl, że wtedy partner do niej wróci. Dopiero od niedawna podczytuję to forum ale widzę, że X ma wiele cech DDA. Jednak nie spotkałam się do tej pory ( a może nie znalazłam) takiego zachowania jak wyżej opisałam (żeby dorosła osoba nie potrafiła zrozumieć, że jak druga strona mówi koniec – to koniec)Czy myślicie, że jest ono charakterystyczne dla DDA, czy to jakieś inne zaburzenie? Czy X może gdzie indziej ma szukać pomocy (psychiatra)? Rozumiem jej żal, smutek, stany depresyjne i pewien rodzaj "żałoby" po utraconym związku, ale nie rozumiem tego uporu : "bo ja chcę z nim być" i zapomniała już oczywiście jak to było poprzednimi razy, nie przyjmuje do wiadomości tego, że scenariusz się kolejny raz powtarza, mimo uszu puszcza wszystkie uwagi typu : czas leczy rany. Chce powrotu do tego związku, bo to był/jest ten jedyny, najlepszy, ostateczny. Pyta tylko co zrobić, żeby znowu byli razem? Wygląda to na jakiś amok. Czy ktoś się spotkał z podobnym problemem? Jak się to zakończyło? Proszę o pomoc i pozdrawiam. \\ Czesc 😉 Istnieje cos takiego jak uzaleznienie od innych osob czy tez od konkretnej osoby. I dokladnie na to wyglada opisana sytuacja. Ale to musi stwierdzic specjalista. Ja nim nie jestem. Pozdrawiam 🙂 Bo czasami trudno jest odróżnić uzależnienie od kogoś od silnego uczucia i chęci ratowania z tego właśnie powodu jakiejś relacji. Rzeczywiście chyba tylko specjaliści odróżniają takie sprawy, bo odnoszę wrażenie, ze przeciętni ludzie średnio to odróżniają;) moim zdaniem granica jest cieniutka…… Anonim A ja jeszcze w tym temacie:) Bo chce powiedzieć, że odnoszę wrażenie, że za dużo problemów w zachowaniach jest zrzucanych na bycie DDA. To istnieje, ale z drugiej strony jest to mit:) A już tłumaczę dlaczego, otóż to wszystko o czym piszemy może mieć każdy, te zachowania sa spotykane u osób, które z żadnym byciem DDA nie mają NIC wspólnego. Jedyne co mogę przyznać, to fakt, iż ludzie, którzy są DDA chętniej rozmawiają o swoich problemach i chętniej coś chcą w ogóle naprawiać-tak wynika z mojej obserwacji. Dużo gorzej jest z osobami, które niby pochodzą z tzw "normalnych" rodzin (cokolwiek to nie oznacza…) bo to właśnie oni się zastawiają tym, że oni "normalne" rodziny mają i wszystko z nimi jest ok. Jestem tylko w stanie zgodzić się z tym, że u nas często coś jest przejaskrawione-jakaś cecha czy zachowanie. Po tym co opisałaś przyszło mi na myśl kilka osób, które popadły w podobny amok trwający nawet latami. Częśc z nich miała przez to dysfunkcje, a część nie. I co ciekawe najcięższe przypadki jakie znałam pod względem takich zachowań wcale nie były DDA:) nawet DDD trudno byłoby się u nich doszukać. Nie wiem o co chodzi, ale najwyraźniej każdy może mieć coś takiego. I każdy może zachowywać się w taki sposób. Znałam np dziewczynę, która wyła tak do faceta chyba z 3 lata, przy czym ten związek raczej tkwił w jej głowie, bo niczego nie dało sie zawiązac. A jak chłop przypuścił szturm i przywlókł się chory 300km starym gratem, to ona niby coś zorganizowała np pożyczyła mieszkanie od kuzynki, po czym…………..powiedziała około 10 zdań przez 2 dni z czego 5 było dosrywczych:) Czatowała po 15 h na gg ale była zawsze niewidoczna i NIGDY nie zagadała pierwsza. Na dodatek, on dalej walczył i zaprosił ją w góry, pojechali razem, to mu dosrywała. Raz nawet byłu niej w domu, to mu złamaną herbatę zrobiła i to wszystko. A potrafiła siedzieć autentycznie po 15 h i go sledzić. Trwało to ponad 2 lata. Historia nieprawdopodobna ale autentyczna bo znałam dwie strony. W końcu grzecznie jej podziękował, bo zwyczajnie NIGDY nie dało się pogadać, a jak już zagaił rozmowę to przez kilka godzin go pouczała albo pisała wiadomości w stylu "podanie do dziekana" albo ewentualnie wymieniali się żartami. A jak jej podziękował, to wpadła w tak silną depresję, ze tygodniami nie wstawała z łóżka i lała na wszystkie egzaminy, rodzina zbierała ją z podłogi. Czy to było normalne? NIE:) żadne z nich nie było DDA. Bardzo normalne osoby z rodzin na poziomie gdzie były niby dobre relacje i wzorce, żadnych większych odchyleń. I co? trzeba być DDA żeby robić jakieś nieprawdopodobne wręcz akcje i mieć chore zachowania i to trwające latami? Albo inny przykład też nie DDA. Dziewczyna zakochana, on niby też. Rozdziny normalne z klasa na poziomie, zero alkoholu, rozwodów czy czegoś. Po dwóch miesiącach on jej podziękował, a ona miała amok i to makabryczny 4 lata!! Jakby opętana była, ten oczywiście chyba się tym bawił i potrafił to wykorzystywac. Jak Boga kocham myślałam, ze oszaleję jak sie z nią widziałam, bo amok był taki, ze ja raz w życiu w coś az takiego popadłam przy czym nie zbłaźniłam się az tak! Ja miałam więcej honoru niż ona. I co ciekawe pomimo mojego amoku z takiej jednej starej historii, ja NIGDY nie chciałabym być z tym człowiekiem, bo dla mnie za dużo granic zostało przekroczonych i nawet gdyby on już chciał, nasrałabym z samego faktu, że mam coś co się nazywa zwykłą ludzką godnością. A ona nadal podobnie jak dziewczyna z Twojego opisu chciała zrobić WSZYSTKO żeby naprawdę z nim być!! I to pomimo, że on na serio był obrzydliwie wręcz pefidny w wykorzystywaniu jej psiego przywiązania! U mnie to bardziej wycie z bólu było ale związku bym w życiu nie chciała tak naprawdę poza tym nie dałam tego wykorzystywać tak jak ona. Zero poczucia własnej wartości i honoru u niej. Nawet go zjebać nie potrafiła za te zachowania. I co? Ona nie DDA a zero poczucia własnej wartości i jak jest? Kobieta taka, ze niejeden dałby się za taką pokroić a ona się upodlała dla tego kolesia. Co ciekawe w końcu związała sie z innym, powtarzała mechanizm, ale ten nie odpadł są ponad 3 lata i będzie ślub. Za to tamten koleś już miał związek przez rok (co ciekawe se znalazł jak i ona znalazła a wcześniej jakoś nie mógł:blink: ) i dawno po ptokach. On kompletnie pomimo, ze ma olbrzymie powodzenie nie potrafi stworzyć związku i gnije sam. Może i ona była narzucająca się i osaczająca, ale znalazł się taki, który dał z nią radę, a on pomimo, że był nienarzucający się tyle, ze o byle gówno się obrażał, nie daje rady. Celowo opisałam Ci dwie drastyczne historie moim zdaniem (ale i tak darowałam sobie szczegóły………..;) bo to nie moje historie) osób, które z DDA nie mają NIC wspólnego, ani nawet osoby z którymi się te historie wiązały też nie. I mogłabym przytoczyć masę takich przykładów kompletnie schorowanych, ale po co. Jaki z tego morał?? Nie trzeba być DDA, żeby wpasć w taki amok, żeby uzależnić swoją wartosć od tego czy nas ktoś chce czy nie, zeby nie umieć przyjać słowa KONIEC. Nie zrzucajmy wszystkiego na DDA, bo zaraz wyjdzie, ze do wybuchów wulkanów wcale się nie przyczyniają przesunięcia płyt tektonicznych, tylko, ze na świecie jest za dużo DDA i to doprowadza do wybuchów….;) A Ty sie tak nie wczuwaj w jej sytuację, bo sobie zaszkodzisz. Ja sobie zaszkodziłam bardzo przezywaniem tych historii (ale być moze dlatego właśnie, ze jestem DDA 😉 ) Ona sama musi pewne rzeczy zrozumieć, bądź przy niej, ale nie czuj za nią, bo nie masz aż takiego wpływu na nią jak Ci się wydaje, a sobie zaszkodzisz. Bądź przy niej, ale pozbierać się i zrozumieć pewne sprawy musi sama. Pozdrawiam znam takie zachowanie bardzo dobrze… sam tak robiłem, wszystko co opisałaś, a nawet więcej… też na terapię poszedłem z myślą, że jak się wyleczę to do mnie wróci… każdą kolejną próbą poprawy naszych relacji odpychałem ją coraz bardziej, jednak w końcu to zauważyłem i stwierdziłem, że skoro tak bardzo ją kocham, to jej szczęście jest dla mnie ważniejsze od mojego i dałem jej spokój, przestałem "prześladować" Niezłe to wszystko, bo ja mam zupełnie inaczej. Napisałam to nawet w tym długim poście, ze ja byłabym skłonna do"prześladowania" ale zupełnie nie chciałabym być z tą osobą!! Nie mogłabym być z człowiekiem, który ileś tam razy powiedział mi, ze to koniec, albo NIE. Mam inną definicję miłości, dla mnie ona polega na wolności i na CHCENIU. Albo ten ktoś i ja chcemy albo nie chcemy-dla mnie to proste. W takich sytuacja budzą się we mnie silne i skrajne uczucia, ale jakbym bardziej "wpierdziel" chciała tej osobie spuścić za zranienie, a już nie daj Boże jesli ktoś się tym bawił i robił ze mnie idiotkę, to już w ogóle nogi z dupy bym najchętniej powyrywała;) Ale być z tym człowiekiem? NIGDY! Jak na moje oko tak byłoby już zawsze, czyli ja musiałabym się uganiać czy łasić, a tej osobie zależałoby mniej. Mnie chyba ratuje wizja tego, że to by się nigdy nie zmieniło, a miłośc tak w moim pojęciu nie wygląda. Nie mogłabym żyć ze świadomością, ze ktoś ze mną jest, bo musiałam go do tego na różne sposoby przekonywac, albo się wciskac na siłę tej osobie. Wychodze z założenia, że jak ktoś będzie chciał naprawdę ze mną byc a ja z nim, to nie będzie potrzeby jakiegoś musu czy az takiego biegania za sobą. Bardziej męczą mnie w takich sytuacjach te skrajne emocje, które mną targają, ale sam człowiek jawi mi się jako osoba, która zwyczajnie mnie nie chce, bo nie może mnie pokochac i tyle, a ja chcę miłości prawdziwej. I jednak musze mieć jakieś inne mechanizmy, bo totalnie dziwię się uparctwu tych osób, które po takich różnych akcjach naprawde chciałyby z tą osobą być!! Ja tam mam wizję piekła na ziemi. Nie wiem, może nie spotkałam do tej pry osoby z którą bym mogła żyć czy co i dlatego tak mówię, aż się po tym co piszecie sama nad sobą zaczynam zastanawiać:blink: Dziękuję za rady i sugestie. Czyli zachowanie to nie jest charakterystyczne dla DDA ? Namawiać X na leczenie u specjalisty ? kellerman27, czy wtedy kontynuowałeś terapię i czy pomagła Ci ona otrząsnąć się ? pozdrawiam Witam Oj znam temat z ja takze latalem za miloscia ktora uciekala. Dzis jest znacznie lepeij. ================================= Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8) Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.